0
pabien 25 kwietnia 2026 04:59
Image

I tak skończył się mój pobyt w Trujillo, ostatnim jego etapem było szybkie ceviche z food trucka przed dworcem autobusowym (17 PLN z pićku)

Image

Tym razem jechałem na tańszej wersji siedzenia (odchylane 140 stopni i węższe), ale też panoramicznym. Podróż była krótsza a celem Chiclayo. Bio uznałem, że teraz odwiedzę jeszcze mniejsze miasto (Trujillo jest trzecie Chiclayo czwarte), poza tym stamtąd był najtańszy bilet do Limy.

Chiclayo mnie nie zawiodło, ale na początek o czym innym.

AI w podróży to rzecz chyba najbardziej nieprzydatna i wprowadzająca w błąd. Pewnie radzi sobie z popularnymi atrakcjami, ale poza tym to tragiedia. Gdzieś mi wyskoczyło, że w Trujillo jest niebezpiecznie. No to pytam, odpowiedź jest taka, że nie chodzi po ciemku, chyba że w ścisłym centrum, kryminalne działania w tym mieście nie są skierowane ku torustom, ale ... i tu pojawiają się wszystkie amerykańskie (znaczy z USA), stereotypy o LatAm.

A ja głupi (znaczy na zimne dmuchający) wziąłem taksę do hotelu - 1000 metrów - bo dworzec niby w ciemnej szemranej okolicy już poza centrum.

Później już chodziłem po mieście w nocy i zero, zupełnie zero dyskomfortu. Oczywiście pojawiają się kieszonkowcy w autobusach - tylko że one pół pełne jeżdżą, więc chyba im trudno operować. No i strzeż się taksówek - używaj ubera - za to Uber chyba płaci ejajom.

A w Chiclayo to już zupełny luzik. W sobotę mnóstwo ludzi na ulicach, imprezy, dyskoteki, żadnych nieprzyjemnych, albo chociaż ocierających się o nieprzyjemne sytuacji.

O mieście napiszę później na razie wrzucam zdjęcie (nie naszego) papieża ImageZ braku wifi zdjęcia będą później, na razie tekst.

Póki nie zapomniałem ponownie - warto się rozglądać na lewo i prawo jeżdżąc po pustyni, bo w Peru nie poprzestano na rysowaniu kresek na pustyni Nazca.

A jeśli chodzi o Chiclayo. Bardzo wyluzowane i przyjemne miejsce. Jedzenie, muzyka, kilka ciekawych budowli i stare zabytki dookoła, ale mi się tam jeździć nie chciało, nie miałem zresztą za dużo czasu.

Kiedyś będzie trzeba wrócić do tel Ameryki Południowej na kilka miesięcy, żeby bez pośpiechu się nią ponapawać.

No właśnie, jak tam Peru wypada w moim rankingu? I dobrze i źle.

Znajomość angielskiego w zasadzie nie występuje. Odnoszę wrażenie, że jest gorzej niż w każdym innym odwiedzonym przeze mnie kraju LatAm (nie było ich wiele). Ale to akurat mój problem nie Peruwianczyków.

Takie Miraflores w Limie jest całkiem unikalne - ma trochę europejski vibe, również jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Ono zdaje się być zupełne. Chyba przytulające się pary na ławeczkach w słabo oświetlonym parku mogą być na to dowodem.

Jest muzyka i są tańce - uczestniczą w niej nie tylko młodzi, bogaci i piękni. Trafiłem na ludową dyskotekę w Chiclayo. Bardzo ciekawe doświadczenie.

I tu pojawia się jeden problem - jakość. Czy to muzyka czy liczne pomniki - one są słabej jakości - to nie jest poziom z Argentyny, Meksyku czy Kolumbii - tam zdają się mieć lepsze gusta (o Brazylii nie wspominam, bo to w ogóle inna planeta).

Do tego dochodzi syfimalaria - tony śmieci poza bogatymi okolicami.

Mimo to, chce się tu zostać dłużej. Może to trochę efekt pogody w czasie mojego pobytu w nocy pewnie temperatura spadała trochę poniżej 20 stopni, a tak to było 20 - 25. Dlatego też nie chciało mi się jechać do Kózko.

Fajne też jest tutejsze zróżnicowanie etniczne.

No i jest jeszcze ocean. Jak już wcześniej pisałem woda zdawała się być całkiem ciepła, co nie było zgodne z moją wiedzą wyniesioną z lekcji geografii. Dziś poszedłem popływać. Specjalnie wybrałem sobie hotel w Miraflores take żeby mieć 10 min na plażę.

Woda jest niezbyt czysta i ma lekko podejrzany zapach, ale za to jest wręcz ciepła - cieplejsza niż była w Nakwaszut (ale tam była dużo bardziej atrakcyjna organoleptycznie). Fale wspaniałe. Długie, wysokie.

I zdaje się że to był pierwszy raz kiedy kąpałem się w Oceanie Spokojnym u wybrzeży Ameryki (choć może pływałem tez w Panamie - miałem blisko z Hiltona do plaży, ale raczej posądzam się o trochę lepsze brodzenie w wodzie - poza tym tam nie było fal). Zresztą może okazać się, że formalnie to w Oceanie Spokojnym pływałem pierwszy raz, bo w Azji te akweny zawsze miały morze, a nie ocean w nazwie.

A na koniec zdanie w sprawie powszechnego występowania L14, zamiast naszego JP2 w Chiclayo. Wytłumaczenie jest proste, L14 zanim został papieżem byl tam biskupem i to bardzo kochanym.Zaległe zdjęcia z Chiclayo

To nie jest ani JP2 ani L14
Image
A tu MB betonowa

Image
I Lada (że światłami Moskwicza?), w Trujillo jeszcze Nivę widziałem, choć najfajniejsze są w Peru chyba japońskie czterdziesto - pięćdziesięcio latki

Image

Image

Jak wiadomo wszędzie tam lubią róż

Image

Ale są też modernistyczne osiedla

Image

Image

i hotele

Image

Oraz ten kościół z parafią

Image

Image

Znalazłem też mozaiki

Image

Z serii rury, praca zatytułowana "nie zazdroszczę"



Image

I ząbek

Image

A za późno znalazłem tę halę sportową

Image

Image

I jeszcze 2 L14 (jeden mocno w różu)

Image

Image

Z Chiclayo nigdzie nie wyjechałem, bo nie miałem czasu, zresztą po co mi byłoby jechać pod piramidę, skoro w Trujillo widziałem 4?

Do Limy tym razem wracałem samolotem - lotnisko ma nawet salonik na PP - nieszczególny, ale jest. Postanowiłem kupić duży podręczny za 65 zł - bez sensu, nikt się nie interesował rozmiarem bagażu.

W Limie jak już wspomniałem mój plan obejmował kąpiel w oceanie. W tym też celu wybrałem sobie nocleg. O nim kilka zdań. Był bardzo tani w hotelu z dobrymi ocenami, 10 min do plaży Miraflores, ale to była Agoda, więc miałem pewne podejrzenia. I miałem rację. Po pierwsze chwilę po zakupie za niecałe 90 zł Agoda poinformowała mnie, że kosztuje już tylko 68 zł. Po wtóre mój pokój był inny - na ostatnim piętrze, za jakimiś służbowymi pomieszczeniami, oddzielnie od reszty. Poza tym był schludny i czyściutki. Na śniadanie wszyscy dostawali jajecznicę - mi powiedziano, że nie przysługuje, więc śniadanie to były dwie kajzerki, masło, dżemik i kawa.

W moich planach zwiedzania nie uwzględniłem Centro Historico - uznałem, że komercyjne, mnóstwo turystów - nie warto. Jednak ostatniego dnia na szczęście poszedłem po rozum do głowy i postanowiłem tam pojechać. Po pierwsze okazało się, że ja jakoś źle się poruszałem po Limie - BRT jest świetne. A po wtóre Centro Historico jest zajefajne. Nie obejrzałem go wystarczająco dobrze, ale ponieważ nie pojechałem też na południe (nie lubię turystycznej komerchy, ale tamte okolice niewątpliwe mają do zaoferowania wiele), Peru jest do powtórzenia. Szkoda, że tak daleko, ale gdyby polecieć w C?

Tu trochę Centro Historico - generalnie nawet te szalone monumentalne klasycyzmy robią wrażenie, a barocco - rokoko i art deco są świetne, plus modernizm. Naprawdę nie rozumiem jak mogłem nie zrobić odrobiny riserczu wcześniej

Image

To jest tuż przy rynku

Image

A to na i z palmą





Image

Image

Modernizmy i brutalizmy

Image

Image

Art deki

Image

Image

Wspomniane barokko rokoko

Image

A to ciekawy budynek, bo z zewnątrz to taka nieśmiała secesja, ale ciężka i w sumie bez gracji a w środku ewidentnie stalowa konstrukcja dająca duża powierzchnie i poczucie lekkości.

I tak niestety skończyła się wycieczka. Pozostał jedynie powrót. Z bieda biznesu nic nie wyszło, ale mój gold w Kenya Airways pozwalał na wybranie lepszego miejsca w Eco (KLM ma jakiś twoenzwant comfort eco, gdzie fotele odchylają się ciut więcej i jest wyraźnie więcej miejsca na nogi, więc było naprawdę wygodnie, zwłaszcza, że miejsce środkowe zostało wolne. Podróż bylaby całkiem miła, gdyby nie obsługujący mnie pracownik KLM - człowiek o posturze i mentalności bramkarza, naprawdę powodował, że czułem się niekomfortowo. Na początku zapytał mnie czy to na pewno moje miejsce, a potem stał nade mną z tabletem i coś długo sprawdzał (pewnie czytanie nie jest jego mocną stroną) wpadał wózkiem na pasażerów - sobą też, bo się nie mieścił, sugerował że jestem pijany kiedy dawał mi drugie piwo - całkowicie bezpodstawnie. Pewnie złożę na niego skargę, bo to jednak żenada.

A dziś spałem do 12 (bo jeszcze półfinał LM trzeba było obejrzeć)A dzięki za tę uwagę. Wychodzi na to, że ani Łada ani Seat, tylko indyjski Premier 118NERelacja powinna zakończyś się tym "a dziś wstałem o 12," jednak jak zwykle o czymś zapomniałem. Znaczy zapomniałem też o innych, jednak mniej ważnych rzeczach, ale ta jest wagi ciężkiej.

Otóż w Peru 12 kwietnia miały miejsce wybory - i to takie od prezydenckich przez parlamentarne po (chyba) lokalne. Tyle, że coś im liczenie głosów nie idzie. Zaczęło się od tego, że kartki do głosowania nie wszędzie dotarły, więc wbory przedłużono, ale i tak nie każdemu udało się zagłosować. A potem po przeliczeniu znacznej większości głosów okazało się, że dalej się nie da, bo rzeczy się nie zgadzają - albo protokoły nie takie, albo głosów za dużo itp, itd.

I to nie jest zwykła praktyka w Peru. Dotychczas rekordem było bodaj 10 dni, obecnie mówi się, że wyniki będą do połowy maja. Padają propozycje audytów, ale też ich powtórzenia.

Jeśli chodzi o cześć prezydencką to z tych głosów, które przeliczono prowadzi Keiko Fujimori, córka skazanego, ale przed śmiercią ułaskawionego ze względu na zaawansowaną chorobę dyktatora Alberto Fujimoriego (zresztą Fujimori został ułaskawiony przez prezydenta Kuczyńskiego (u nie a)). Drugi jest Roberto Sanchez, w którego programie wyborczym jest uwolnienie skazanego za próbę zamachu stanu Pedro Castillo (może nasz Prezydent powinien przyjrzeć się sytuacji w Peru?). Sanchez był u niego ministrem.

To nie są dobrzy kandydaci prawicowi i lewicowi populiści o zapewne autorytarnych zapędach. Okoliczność towarzyszące wyborom są jak opisałem, więc można spodziewać się niepokojów społecznych.

W czasie mojego pobytu widziałem trochę policjantów typu ZOMO na głównych placach w Trujillo i Limy (tam nawet dostęp w jego okolice był kontrolowany i ustawiono barierki po drodze, sam plac był odgrodzony.

Poniżej kawałek najpowszechniej występującego rodzaju reklamy wyborczej - pomalowane tak są praktycznie wszystkie ogrodzenia przy drogach.

Image

I filmik z protestu w Chiclayo, którego byłem świadkiem - nie był on wielki, co chyba widać

https://youtube.com/shorts/qXOUAVKbSlQ? ... PL6l1AEUVH

Dodaj Komentarz

Komentarze (2)

pabien 5 maja 2026 05:08 Odpowiedz
Z braku wifi zdjęcia będą później, na razie tekst. Póki nie zapomniałem ponownie - warto się rozglądać na lewo i prawo jeżdżąc po pustyni, bo w Peru nie poprzestano na rysowaniu kresek na pustyni Nazca.A jeśli chodzi o Chiclayo. Bardzo wyluzowane i przyjemne miejsce. Jedzenie, muzyka, kilka ciekawych budowli i stare zabytki dookoła, ale mi się tam jeździć nie chciało, nie miałem zresztą za dużo czasu. Kiedyś będzie trzeba wrócić do tel Ameryki Południowej na kilka miesięcy, żeby bez pośpiechu się nią ponapawać. No właśnie, jak tam Peru wypada w moim rankingu? I dobrze i źle.Znajomość angielskiego w zasadzie nie występuje. Odnoszę wrażenie, że jest gorzej niż w każdym innym odwiedzonym przeze mnie kraju LatAm (nie było ich wiele). Ale to akurat mój problem nie Peruwianczyków.Takie Miraflores w Limie jest całkiem unikalne - ma trochę europejski vibe, również jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Ono zdaje się być zupełne. Chyba przytulające się pary na ławeczkach w słabo oświetlonym parku mogą być na to dowodem. Jest muzyka i są tańce - uczestniczą w niej nie tylko młodzi, bogaci i piękni. Trafiłem na ludową dyskotekę w Chiclayo. Bardzo ciekawe doświadczenie.I tu pojawia się jeden problem - jakość. Czy to muzyka czy liczne pomniki - one są słabej jakości - to nie jest poziom z Argentyny, Meksyku czy Kolumbii - tam zdają się mieć lepsze gusta (o Brazylii nie wspominam, bo to w ogóle inna planeta).Do tego dochodzi syfimalaria - tony śmieci poza bogatymi okolicami.Mimo to, chce się tu zostać dłużej. Może to trochę efekt pogody w czasie mojego pobytu w nocy pewnie temperatura spadała trochę poniżej 20 stopni, a tak to było 20 - 25. Dlatego też nie chciało mi się jechać do Kózko.Fajne też jest tutejsze zróżnicowanie etniczne.No i jest jeszcze ocean. Jak już wcześniej pisałem woda zdawała się być całkiem ciepła, co nie było zgodne z moją wiedzą wyniesioną z lekcji geografii. Dziś poszedłem popływać. Specjalnie wybrałem sobie hotel w Miraflores take żeby mieć 10 min na plażę. Woda jest niezbyt czysta i ma lekko podejrzany zapach, ale za to jest wręcz ciepła - cieplejsza niż była w Nakwaszut (ale tam była dużo bardziej atrakcyjna organoleptycznie). Fale wspaniałe. Długie, wysokie.I zdaje się że to był pierwszy raz kiedy kąpałem się w Oceanie Spokojnym u wybrzeży Ameryki (choć może pływałem tez w Panamie - miałem blisko z Hiltona do plaży, ale raczej posądzam się o trochę lepsze brodzenie w wodzie - poza tym tam nie było fal). Zresztą może okazać się, że formalnie to w Oceanie Spokojnym pływałem pierwszy raz, bo w Azji te akweny zawsze miały morze, a nie ocean w nazwie.A na koniec zdanie w sprawie powszechnego występowania L14, zamiast naszego JP2 w Chiclayo. Wytłumaczenie jest proste, L14 zanim został papieżem byl tam biskupem i to bardzo kochanym.
piotrgryz 7 maja 2026 23:08 Odpowiedz
pabien napisał:I Lada (że światłami Moskwicza?),To raczej jest hiszpański Seat, choć podobnie jak Lada produkowany na licencji Fiata 124.